Bluza w kolorze amarant - jak znosi cotygodniowe pranie?
Praca w prywatnej przychodni pediatrycznej to specyficzny rodzaj „poligonu” dla odzieży medycznej. Z jednej strony muszę budować profesjonalny i godny...
Praca w prywatnej przychodni pediatrycznej to specyficzny rodzaj „poligonu” dla odzieży medycznej. Z jednej strony muszę budować profesjonalny i godny...
Praca w prywatnej przychodni pediatrycznej to specyficzny rodzaj „poligonu” dla odzieży medycznej. Z jednej strony muszę budować profesjonalny i godny zaufania wizerunek, z drugiej – moje ubranie musi przetrwać bezpośrednie starcia z niemowlęcymi ulewaniami, rozlanymi syropami i małymi pacjentami, którzy traktują mój fartuch jak chusteczkę do nosa. Kiedy pół roku temu postawiłam na bluzę Lena w kolorze intensywnego amarantu, miałam spore obawy. Jak ten energetyczny kolor zniesie cotygodniowe (a czasem i częstsze) pranie w wysokich temperaturach?
Głównym powodem zakupu Leny był właśnie kolor. Amarant w pediatrii działa kojąco i przyjaźnie – dzieci lepiej reagują na nasycone, ciepłe barwy niż na sterylną, szpitalną biel. Po sześciu miesiącach intensywnego użytkowania i prania w zalecanych 60°C, muszę przyznać, że tkanina Elaston mile mnie zaskoczyła. Obawiałam się, że po miesiącu amarant zmieni się w wyblakły róż, ale tak się nie stało. Pigment trzyma się mocno włókien bawełny, a bluza wciąż wygląda jak nowa już od miesięcy. Nie ma mowy o „siwych” przetarciach na szwach czy odbarwieniach pod pachami, co przy tańszych materiałach jest standardem.
Jako pediatra doceniam zaszewki – w końcu bluza medyczna nie wygląda jak worek pokutny, tylko podkreśla sylwetkę, pozostając przy tym niesamowicie elastyczną. Jednak to system kieszeni jest tutaj prawdziwym zwycięzcą. Dolne kieszenie są przepastne. Bez problemu mieszczę w nich stetoskop, naklejki „dzielny pacjent” i latarkę diagnostyczną. Specjalne ryglowanie przy kieszeniach to nie tylko chwyt marketingowy – mimo że często upycham tam zbyt wiele rzeczy, szwy ani drgnęły. Pętelka na piersi to z kolei zbawienie dla mojego identyfikatora, który w końcu nie „dynda” luźno podczas osłuchiwania maluchów.
Materiał jest na tyle gęsty, że zapewnia pełną dyskrecję, a jednocześnie na tyle „oddychający”, że podczas intensywnego dnia w przychodni nie czuję dyskomfortu. Prasowanie jest bajecznie proste – zazwyczaj wystarczy lekki wyrzut pary, co przy moim tempie życia jest ogromnym atutem.
Żeby nie było zbyt kolorowo, muszę wspomnieć o jednym drobnym mankamencie. Chodzi o kieszonkę „łatkę” na pieczątkę. Choć pomysł jest świetny, w moim egzemplarzu jest ona na tyle ciasno dopasowana, że wyciągnięcie pieczątki jedną ręką (gdy drugą muszę przytrzymać ruchliwego dwulatka) bywa wyzwaniem. Wymaga to pewnej wprawy, by pieczątka nie „klinowała” się w kieszeni.
Twój koszyk jest pusty
Zacznij kupować